sobota, 18 października 2014

Najpiękniejszy dowód na istnienie Boga

"Pod stopami piasek - twardy, ubity, przemieszany ze żwirem i żużlem. Jak sprawnie idą nogi, z jaką lekkością niosą nasze ciała, jaka bliskość naszych policzków. Jakiż splot siły i tkliwości, jakie rude sosny słońce pozatykało w ziemię, jak sucho i świetliście w lesie! Niechże wypełnią się dłonie! Stwórco, Ty istniejesz, przecież takie szczęście nie może przyjść z nicości! Przecież bez istnienia czegoś, co jest dobrem, wolą i rozumem, nie powstałyby te ramiona, kolana, piersi, porywające mnie wirem uniesienia."

                                                                                                              Mikołaj Arżak "Odkupienie"

To nie tylko hymn na cześć życia, ale i jeden z najpiękniejszych znanych mi dowodów na istnienie Pana Boga.

środa, 16 stycznia 2013

Ostatni autograf Czapskiego























Wpis został wykonany przez Józefa Czapskiego w Maisons-Laffitte 1 lipca 1991 roku . Tego dnia czytałem Czapskiemu fragmenty jego wspomnieniowej książki "Na nieludzkiej ziemi". Rozmawialiśmy o przeżyciach artysty w Sowietach, a także o ostatniej wystawie jego obrazów w Szwajcarii. Na koniec spotkania Czapski po omacku (przeszło dziewięćdziesięcioletni malarz był już wtedy niewidomy, przypomnę) wpisał się do innej swojej książki.

wtorek, 20 grudnia 2011

Komunizm jako religia

wypisy z "Humanizmu integralnego" Jacquesa Maritaina:

Korzenie komunizmu sowieckiego

"Komunizm taki, jaki istnieje, rozpatrywany w swoim duchu i zasadach - a w pierwym rzędzie komunizm republik sowieckich - jest pełnym systemem doktryny i życia, który rości sobie pretensję do wyjawiania człowiekowi sensu jego istnienia, odpowiada na wszystkie podstawowe zagadnienia stawiane mu prze życie i przejawia niezrównaną moc totalistycznego ujarzmienia człowieka. Jest on religią i to bardzo wymagającą, a także przekonaną, że jest powołaną do zastąpienia wszystkich innych religii; religią ateistyczną, której dogmatykę stanowi materializm dialektyczny, której wyrazem etycznym i społecznym jest komunizm jako ustrój życia. Tym sposobem ateizm nie jest wymagany (co byłoby niezrozumiałe) jako konieczne następstwo systemu społecznego, lecz przeciwnie jest założeniem jako jego zasada. Jest punktem wyjścia. I dlatego właśnie myśl komunistyczna dba o niego tak gorąco jako o zasadę, która ustala jej wnioski praktyczne i bez której straciłyby one swoją konieczność i swoją wartość."
"Marks był ateistą, zanim został komunistą. Co wiecej, idea macierzysta ateizmu Feuerbacha przeniesiona z terenu krytyki religijnej na teren krytyki społecznej zdecydowała o przystąpieniu Marksa do komunizmu. " (za Augustem Cornu)
"Ateizm nie jest następstwem w teorii komunistycznej, bo niby czego mógłby być następstwem? Uznania faktu walki klas? Trudno zrozumieć, jak z uznania faktu walki klas można przejść do wniosku, że Bóg nie istnieje. Niewątpliwie nienawiść do wroga klasowego może skojarzyć się z nienawiścią do jego religii, jak do wszystkiego, co jest oznaką jego istnienia. Ale tu poszukujemy następstw filozoficznych, a nie związków nerwowych lub krążeniowych. Podobno rekigia zmniejsza energię bojową proletariatu? Nawet gdyby to było prawdziwe (w tym znaczeniu, że prawdziwa religia stawia przeszkodę nienawiści, którą utożsamia się z energią bojową), to jeszcze byłaby wielka różnica między tym stwierdzeniem, a twierdzeniem, że Bóg nie istnieje. Jeśli są one związane w umyśle takiego myśliciela jak Marks, to dlatego, że wyszedł on, jak zresztą wszyscy to przyznają, z "materialistycznej koncepcji świata". A ta przeszkadzała mu z pewnością postawić walkę z religią jako pierwszy artykuł swojego programu, ponieważ jego zdaniem właśnie przeciwnie, zniknięcie własności prywatnej pociągnie za sobą zanik religii."

"... wiara w rewolucję komunistyczną zakłada w rzeczywistości cały świat wiary i religii, w którego łonie się tworzy. Ale świat ten jest dla nich tak naturalny, że nie starają się nawet zdać z niego sprawy. A ponadto religia ta i wiara nie zjawia sie przed nimi ani jako religia, gdyż jest ateistyczna, ani jako wiara, gdyz podaje się za wyraz nauki. I dlatego nie mają poczucia, że komunizm jest dla nich religią, choć tak jest w istocie. Zakonnik doskonały modli się tak dobrze, że nie wie o tym, że się modli. Komunizm jest tak do głębi, tak substancjalnie religią - ziemską - że nie wie tego, że jest religią."
Fakt, że ta religia, choć z natury nietolerancyjna, jak wszelka religia mocno oparta na dogmacie (aby wprowadzić tolerancję do religii mocno opartej na dogmacie potrzeba miłości nadprzyrodzonej) wzywa obecnie do wspólnego działania doczesnego wyznawców innych religii, których celem ostatecznym jest niebo (...) jest faktem paradoksalnym, który trzeba uznać (...). Jest więc w logice rzeczy, że dziś czy jutro obudzi się nienawiść lub pomsta religijna w stosunku do wyznawców innych religii, gdy tylko odmówią oni zachowania linii, jak w ogóle do wszystkich niekonformistów politycznych".

Humanisme intégral, Paris, Fernand Aubier, 1936 (korzystałem w przedwojennego wydania w języku polskim)

W dziewiętnastym stuleciu pojawiło się czterech burzycieli fundamentów chrześcijańskiej cywilizacji: Marks, Darwin, Nietzsche i Freud. Oczywiście żaden z nich nie wziął się z powietrza. Ich myśl to następstwo wielowiekowych procesów. Niektórzy historycy idei, by odkryć początki dzisiejszego kryzysu kultury europejskiej, cofają się nawet do starożytności, np. Heidegger sięgnął po greckie pojęcie techne`, by objaśnić przyczyny zaniku metafizycznego wymiaru naszej myśli i naszego życia. 

Za jakiś czas wklepię do kompa swoje notatki sprzed lat na temat powyższej czwórki i uwagi dotyczące charakteru kryzysu kultury europejskiej.

sobota, 23 kwietnia 2011

Medytacje wielkanocne

Kochać Boga poprzez zburzenie Troi i Kartaginy, i to bez pociechy. Miłość nie jest pociechą, jest światłem.
Nędza ludzkiego losu byłaby czymś nieznośnym, gdyby nie była rozłożona w czasie.Nie dopuszczać do jej rozłożenia: po to, aby była nieznośna.
"A kiedy nasycili się łzami" (Iliada) – jeszcze jeden sposób na to, aby najgorsze cierpienie uczynić znośnym. Nie trzeba płakać, aby nie zaznać pocieszenia.
Każdy ból, który nas nie odrywa, jest bólem daremnym. Nic okropniejszego ponad to; zimna pustynia, skurczona dusza. Owidiusz. Niewolnicy Plauta.
Za każdym razem mówiąc: "Bądź wola Twoja" – wyobrażać sobie wszystkie możliwe nieszczęścia razem wzięte.
Skąpiec pozbawia się swojego skarbu samym pragnieniem. Jeśli całe dobro można zawrzeć w ukrytym w ziemi przedmiocie, dlaczego nie w Bogu?
Ale kiedy Bóg stanie sie dla nas czymś tak pełnym znaczenia jak skarb dla skąpca, wmawiać w siebie z całą siłą, że Go nie ma. Przekonać się, że Go się kocha, nawet jeśli nie istnieje.
To On sam, spuszczając na nas noc ciemną, odsuwa się na bok, aby nie być kochanym tak, jak kochany jest skarb przez skąpca.
Elektra opłakująca martwego Orestesa. Jeśli kochamy Boga w przekonaniu, że On nie istnieje, objawi nam swoje istnienie.
Zostać opuszczonym w szczytowym momencie męki krzyżowej – jaka to otchłań miłości z obu stron!
"Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?"
W tym jest pradziwy dowód na to, że chrystianizm jest czymś boskim.
Ktokolwiek chwyta za miecz, od miecza zginie. A kto nie chwyta za miecz (albo go z ręki wypuszcza), ten zginie na krzyżu.
Aby być sprawiedliwym, trzeba być nagim i martwym. Pozbawionym wyobraźni. Dlatego właśnie wzór sprawiedliwości musi być nagi i martwy. Tylko krzyż pozostaje niedostępny dla naśladowania urojonego.
Aby naśladowanie Boga nie było tylko słowne, trzeba naśladować sprawiedliwego człowieka, ale aby się uniezależnić od woli, nie możemy chcieć go naśladować. Nie można chcieć krzyża.
Można chcieć osiągnąć taki czy inny stopień ascetyzmu czy bohaterstwa, ale nie można chcieć krzyża, który jest cierpieniem – karą.
Ci, którzy w ukrzyzowaniu widzą tylko ofiarę, zacierają jego zbawczą tajemnicę i zbawczą gorycz. Pragnąć męczeństwa to o wiele za mało. Krzyż to nieskończenie więcej niż męczeństwo.
Cierpienie o najczystszej goryczy, cierpienie, które jest karą, jako gwarancja autentyczności.
Ból jest w stosunku do niewinności zarazem tym, co znajduje się najzupełniej na zenątrz, i czymś nieodłącznym od jej istoty.
Krew na śniegu. Niewinność i zło. Niech zło będzie czyste. Czyste może być tylko wtedy, gdy przybierze formę cierpienia niewinnego.Cierpiąc, niewinny kieruje na zło światło zbawienia. Jest widzialnym obrazem niewinności Boga. Dlatego musi cierpieć i Bóg kochący człowieka, i człowiek kochający Boga.
Niewinność szczęśliwa. To także coś niezmiernie cennego. Ale to szczęście niepewne, kruche, wydane na pastwę losu. Kwiat jabłoni. Szczęście nie wiąże się z niewinnością.
Być niewinnym to dźwigać na sobie ciężar wszechświata.
Zło jest cieniem dobra. Wszelkie dobro rzeczywiste, obdarzone trwałością i wymiarami, rzuca swój cień – zło. Tylko dobro wyobrażone nie rzuca cienia.
Ponieważ dobro wiąże się ze złem, jeśli pragniemy dobra, a nie chcemy powiązanego z nim zła roztaczać dokoła siebie, nie mogąc go uniknąć, trzeba je skupić na sobie samym.
W ten sposób pragnienie czystego dobra prowadzi do zgody na cierpienia najwyższego stopnia dla siebie.
Tajemnica krzyża Chrystusa tkwi w pewnej sprzeczności, bo jest to jednocześnie dobrowolna ofiara i kara, wymierzona Mu wbrew Jego woli. Gdyby widzieć w krzyżu tylko ofiarę, można by pragnąć takiej samej dla siebie. Ale nie można chcieć kary wymierzonej nam wbrew naszej woli.
Chrystus doświadczył zupełnej pustki na chwilę przed Zmartwychwstaniem.
Przeżył całą nędzę ludzką poza grzechem; ale i wszystko to, co czyni człowieka podatnym na grzech. Tym, co czyni człowieka podatnym na grzech, jest pustka; wszystkie grzechy są usiłowaniem zapełnienia pustki. W ten sposób moje nędzne, pełne brudu życie jest bardzo bliskie Jego życiu doskonale czystemu; tak samo jest z każdym życiem, nawet najbardziej godnym.
Skrucha. Rozważać zło, które odeszło w przeszłość, któreśmy dokonali, zło, którego nie da się naprawić i mieć tego świadomość, a nie szukać dla siebie wymówki, to tyle, co znosić pustkę.
Tak samo, jeśli zło daje się naprawić, praca podjeta dla jego naprawienia jest trudzeniem się w pustce. Wszystko służy, etim peccata. Nie wierzyć w to zbytnio, bo to myśł, która łagodzi gorycz, wypełnia pustkę, podobnie jak wiara w nieśmiertelność albo w opatrznościowy ład wydarzeń.
Pustka jest najwyższą pełnią, ale człowiek nie ma prawa o tym wiedzieć. Dowodem jest fakt, że w pewnej chwili nawet Chrystus o tym nie wiedział.
Zaparcie się świętego Piotra. Powiedzieć Chrystusowi: "Nie zaprę się Ciebie" – było już zaparciem się Jego, bo było założeniem, że źródło wierności znajduje się w człowieku, a nie w łasce.
Jak bardzo powinnam być wdzięczna za to, że urodziłam się kimś, kto bez działania łaski nie mógłby nawet zbierać winogron.
Pieśń murzyńskich tragarzy:
Kilima muzuri mbali
Karibu kinmayuto!
Jaka piękna ta góra z daleka! Dlaczego tak ciężko na nią wejść?
(wybrałem ze zbioru myśli Simone Weil "Świadomość nadprzyrodzona", tłum.Aleksandra Olędzka-Frybesowa, PAX 1986)


                    mówi Piotr


na twarzy Jezusa kładł się oliwkowy cień Ziemi
wiatr smagał milczące drzewo krzyża
jak na piaskową burzę zmierzchał dzień

w ustach miałem całą suchość pustyni
w oczach jej piekący pył
na sercu nieurodzajną grudę Jego śmierci

tak myślałem: nieurodzajną
wszystko co ostateczne nieurodzajne jest
myślałem

a jednak na skale mego serca
stanęły stopy Twoje

Rabbi

czwartek, 23 grudnia 2010

Początek




















 foto Rafał Swosiński



Chciałbym zacząć od początku. Tylko gdzie jest początek?

                                                                Elias Canetti "Notatki"

wtorek, 23 listopada 2010

Czarny bez




<< Czarny bez na północy i na zachodzie Polski ceniono z uwagi na właściwości lecznicze. W razie bólu zębów można było udać się pod niego i prosić: "Święty bzie, weź moje bolenie pod swoje zdrowe korzenie".W południowej Polsce czarnego bzu nie niszczono z innego powodu. Otóż w powszechnym przekonaniu był siedzibą diabła i wszelkich chorób. Kolberg zanotował w Chełmskiem taką opinię: "Nie trzeba nigdy palić bzu, bo nie wiemy, ile chorób i bólów jest w każdej jego gałązce. Gdyby je ktoś spalił, wszystkie choroby wyszłyby z nich i uderzyły na tego, kto by się tego dopuścił". Podobny stosunek do czarnego bzu mieli Ukraińcy, Czesi Słowacy, natomiast Rosjanie wierzyli, że bez odstrasza złe duchy. Germanie i Skandynawowie wybierając się w podróż, powierzali swoje zdrowie i bezpieczeństwo duchowi czarnego bzu. Wierzono, że póki bez jest zdrowy, z podróżnym jest wszystko w porządku, natomiast jeśli usycha, podróżny umiera. Hołd składały mu ciężarne kobiety, prosząc o błogosławieństwo dla dziecka. Drewno bzu palono na pogrzebowym stosie i popiół grzebano z prochami zmarłego, co zapewniało mu błogosławieństwo w podróży do świata zmarłych. Tajemne moce drzew towarzyszyły naszym przodkom od chwili poczęcia do zgonu. Czy tylko przodkom? Są znane także nam i podobno nadal mogą być pomocne człowiekowi: należy tylko przytulić się całym ciałem, a brzoza złagodzi stres, przyspieszy gojenie ran i usprawni pracę pęcherza; buk przywróci pogodę ducha i wiarę we własne siły, a także uczyni nas bardziej tolerancyjnymi; dąb doda energii; lipa uaktywni umysł, przywróci równowagę wewnętrzną i pomoże rozwiązać problemy uczuciowe... Czy rzeczywiście tak się stanie? To zależy nie tylko od drzew, ale i od naszego stosunku do nich. >>


http://www.przyrodapolska.pl/lipiec02/tajemnice.html

wtorek, 26 października 2010

W postpeerelu (z notatek)

Sięgnąłem po zapiski sprzed lat i znów poczucie wszechogarniającego deja vu.

Dwa przykłady:

12 października 1992 r.

Fantastyczna wypowiedź Jana Nowaka Jeziorańskiego (Polska z oddali). Mówił o traktowaniu sprawy Kuklińskiego i Piniora. Zapytał, czy III RP jest spadkobierczynią PRL-u (Polską wasalną, jak to ujął), czy Polską suwerenną. 

4 października 1993 r.

W Rosji zaczęła się wojna. Symptomatyczne, jak naświetlają te wydarzenia "polskie" radio i telewizja. W Wiadomościach  Andrzej Drawicz, Jerzy Marek Nowakowski i Paweł Śpiewak starają się przedstawić Jelcyna w złym świetle i zrównać go z napastnikami. My widzimy w telewizji czerwone flagi atakującej bolszewii, a oni usiłują nas przekonać, że racje są podzielone. Śpiewak np. stwierdził, że Jelcyn jest politykiem przegranym. Odnoszę wrażenie, że niechęć polskich mediów do demokratycznego i antykomunistycznego kursu Jelcyna jest sterowana. Bolszewia nadal chce kształtować nasz obraz świata. Takie np. sformułowanie usłyszałem w radiu: "bohaterscy obrońcy Białego Domu" (powiedziała Magdalena Homa). Ale z kolei Zdzisław Krasnodębski jest po stronie Jelcyna. Podobnie korespondent polskiego radia w Moskwie.
Clinton, Manfred Werner - szef NATO, świat zachodni jest za Jelcynem, natomiast nasze media są mu niechętne.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Sny I

(z notatek, 7 marca 1993 r.)


Dwa tygodnie temu w nocy z poniedziałku na wtorek (chyba 23 lutego) śniłem, że Izrael zaatakował Egipt. Uderzył głowicami jądrowymi. Obserwowałem to z Grecji. Niebo pokryte było żólto-burym pyłem. Ciężkie, skłębione chmury sunęły z afrykańskich pustyń nad Morze Śródziemne, nad Europę. W radio słychać było odgłosy wybuchów. Transmitowano tę wojnę.

Izrael zrzucił bomby nuklearne na Grecję . - powiedziałem.

To był bardzo realistyczny sen. Trzeci z serii proroczych. Oby się nie sprawdził. Z Rumunią i muzułmańsko-azjatyckim powstaniem w Sowietach wyśniłem, jakbym tam był.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Immoralista

Z notatek (Wielki Czwartek 1993 r.)


Kazimierz Brandys w książce "Charaktery i pisma" (Londyn 1991) tak pisze o Gidzie:
"Nie chciał przyjąć prawdy objawionej (...) wiedział także, iż ludzie religijni niekoniecznie są lepsi od swych bliźnich niż ludzie niereligijni" s. 77
Gide o Chrystusie i Sowietach:

"Myślę, że z praktycznego punktu widzenia Rosja popełnia błąd nie opowiadając sie po stronie Chrystusa. Niezależnie od ducha religijnego, od wielkiej idei boskości, powinni go ukazać jako prekursora... To zupełna potworność, że z chrystianizmem wiąże się dziś swoją stawką kapitalizm. Wyobrażam sobie, że przyznając się do Chrystusa komuniści mogliby posiać zamęt w środowiskach wierzących. Gdyby powrócił na ziemię, byłby na pewno komunistą. s. 62

I komentarz Brandysa:
"...refleksja Gide`a uderza pastoralną naiwnością. Przy obecnej wiedzy o sowieckich czystkach i gułagach koncepcja ewangelicznego komunizmu wydaje się rzewną brednią. Uśmiechamy się z politowaniem: oto spuścizna Wieku Oświecenia." s. 63

Gide traktuje religię instrumentalnie. Jest to według niego niezły środek do zdobycia władzy nad ludźmi. Zauważmy, że z wywodu Gide`a emanuje wyraźna niechęć do ludzi wierzących. Chciałby on nimi manipulować, zwieść ich, oderwać od religijnej tradycji. Trudno orzec oczywiście na podstawie zacytowanej przez Brandysa wypowiedzi Gide`a, co było przyczyną jego niechęci do chrześcijan. Brandys sugeruje, że zaważyła tu spuścizna francuskiego Oświecenia, ja jednak wolę podejrzewać bardziej osobiste motywy, pamiętając np. o erotycznych skłonnościach Gide`a (te jego wyprawy do północnej Afryki w poszukiwaniu spełnienia z algierskimi chłpocami...) Przypuszczam, że dla Gide`a religia niosła zbyt wielki ciężar moralnych i obyczajowych wymagań. Poza tym nie od rzeczy będzie przypomnienie, że Gide podobnie jak wielu zachodnich intelektualistów przyjmował gratyfikacje do Sowietów, a w 1936 r. nawiedził Moskwę.

środa, 12 maja 2010

W Polsce

Szwendając się ostatnio tu i ówdzie, trafiłem na takie miejsca:



 






 

niedziela, 21 marca 2010

Nieznany wiersz Rafała Wojaczka

Na swoim blogu politycznym umieściłem parę dni temu niepublikowaną wersję wiersza Rafała Wojaczka z tomu "Inna bajka" (moim zdaniem lepszą od znanej). Tutaj z kolei wpisuję wiersz, którego nie ma ani w zbiorach wydanych za życia poety, ani po jego śmierci. Odpis wiersza Wojaczka otrzymałem jakieś trzydzieści lat temu od kolegi, który zbierając materiały o Wojaczku, dotarł do rękopisów jego wierszy przechowywanych przez B. Kierca. Przez te wszystkie lata byłem przekonany, że wiersz, który poniżej przedstawiam, był kiedyś drukowany. Dziś przejrzałem tomiki Wojaczka i zbiór jego wierszy przygotowany przez B. Kierca i ze zdumieniem odkryłem, że ten wiersz nigdzie nie występuje.


Rafał Wojaczek



Elegia


Jedno, co nam pozostało – to jest żal.
Żal wreszcie budzi wspomnienie ojczyzny.
Żal łuną niezapalną powstaje w nas.
Żal z porów skóry i z oczu dymi.


Mówimy: matka – i nikt nie przychodzi.
Wołamy: ojciec – nie zjawia się nikt.
Wreszcie krzyczymy: Polska! - i w oczy
Drwiący wiatr ciska nam słony pył.


Więc pokładamy się w mokrym rowie
- kiedyś transzei – i przykryci snem
Pod brodę tylko jak za krótkim kocem,


Z głowami bezsennymi jak nasz lęk,
Z oczami wydanymi na łup gwiazdom,
Zwierzamy sobie Maryni ciało.


8.06.68



piątek, 29 stycznia 2010

Père-Lachaise, 3 lipca 1991 r.

Na dwudziestą rocznicę śmierci Jima Morrisona do Paryża zjechało kilka tysięcy wyznawców The Doors z całego świata. Wielu koczowało przez parę dni i nocy na ulicy pod zamknętą bramą cmentarza Père-Lachaise. Można było posłuchać niezłych koncertów w wykonaniu fanów Jima. Polscy hiippies budzili sensację świetnie grając kawałki Dżemu. I w ogóle byłoby fajnie, gdyby nie dowcipy młodych Niemców i potyczki ze świetnie wyszkoloną, aczkolwiek niekiedy bezradną pod gradem butelek i puszek, francuską policją.




























moje wiersze poświęcone Jimowi na blogu okolice poezji.

środa, 27 stycznia 2010

Wiara Krystyny Feldman

Kilka dni temu minęła trzecia rocznica śmierci Krystyny Feldman. Przypomniała o tym w salonie24 Anna .



Krystyna Feldman w zajeździe Pasibrzuch koło Piły, 2002 r.

Pani Krystyna była rozpoznawalna. Pozdrawiali ją często nieznajomi, kiedy poznańską bimbą zmierzała z Rataj do Teatru Nowego, albo do pobliskiego kościoła na Fredry lub do Dominikanów. Ostatni raz widziałem panią Krystynę właśnie przy kościele Najświętszego Zbawiciela na Fredry, gdy w niedzielne południe szła zamyślona powoli do przystanku. Być może, jak to miała w zwyczaju, rozmawiała z Panem Bogiem. Bo Krystyna Feldman była przez całe swoje długie życie osobą głęboko wierzącą i mocno związaną z Kościołem. Nawet kiedy wzięła tylko ślub cywilny (jej mąż był rozwodnikiem) i nie mogła przystępować do komunii, chodziła na mszę świętą, a po latach odczytała ten związek jako dar od Boga.

"Przecież można powiedzieć, że w sensie duchowym uratowałam tego człowieka, bo wyciągnęłam go z alkoholizmu. On był wspaniałym, bardzo dobrym człowiekiem i świetnym aktorem. Pan Bóg najlepiej wie, co robi. Pewno mnie przez to przeprowadził, żeby mnie tak szalenie potem ugruntować i żebym po tym wszystkim potrafiła się cieszyć, że mogę tak głęboko powrócić do Kościoła. I to mi szalenie pomogło w życiu."

Według pani Krystyny to właśnie wiara wzmacniała jej talent i dawała siłę oraz radość życia.

"Powiedzmy, że jestem zdolną aktorką, może nawet utalentowaną. Kto mi to dał? Przecież Bóg dał mi wszystko, co mam. Stąd prosty wniosek, że powrót do Niego wzmacnia talent. Taki choćby przykład. Jeżeli człowiek jest troszeczkę nie w porządku ze sobą, jest ze sobą skłócony i wie dokładnie, że to jest nie tak, jak powinno być, to te stany na pewno odbijają się na jego pracy, na pewno. Nie ma tego głębokiego oddechu, otwartości..."

"A przecież pomodlić się można równie dobrze w tramwaju czy idąc ulicą. Do Boga można modlić się wszędzie, dosłownie wszędzie. Czasem modlę się, czekając na wejście na scenę: Panie Boże, prowadź mnie. I jest taki spokój w człowieku... Jest pokój i radość z życia. Radość życia jest koroną życia. Właściwie katolik powinien całe życie weselić się radością duchową. O zmartwychwstaniu trzeba pamiętać."

"Wiara żyje w człowieku i z człowiekiem. Objawia się w zwykłym odnoszeniu się do ludzi. Jeden uśmiech wśród kłócących się ludzi w tramwaju czy jeden dowcip potrafi rozbroić wszystkich. Ludzie naprawdę chcą banalnego dobra, chcą uśmiechu, spokoju. Tylko czasem, biedacy, nie wiedzą, gdzie tego szukać. A Chrystus powiedział: "Idźcie i głoście ewangelię", to jest radosną nowinę. Tak zwyczajnie. On tego nie powiedział tylko do tych dwunastu, no powiedzmy jedenastu, bo jeden się wykruszył. On powiedział to do nas wszystkich."

Przypomniały mi się te słowa Krystyny Feldman, kiedy dziś przeczytałem zabawną a jednocześnie pouczającą historyjkę przytoczoną przez blogera Oranje na blogu Anny :

"jak kiedyś szkiety sobie połamałem i musiałem jednak zagipsowany z ratajek do centrum pojechać, a gips uniemożliwiał jazdę autem, więc wsiadłem w szóstkę bodaj, ludzi pełno w środku tramwaju, zima, ja z tymi krukwiami czyli kulami drewnianymi jak z Jasnej Góry (wersja napoleońska niemalże) (bo te nowoczesne aluminiowe za krótkie były), no i wchodzę, zimno i milczenie i wiszę pod rurą, aż tu nagle ktoś mnie szturcha i skrzeczy: - Inwalida siada!

A to właśnie Pani Krystyna była i siadłem, a jakże, ale cisza zrobiła się w tramwaju, że nie daj Boże...
Jej potem zaraz ustępowali miejsca, ale jechała na stojąco.
Tak było w..., hm, 2001? Jakoś tak."

Potrafiła więc pani Krystyna edukować poznańską wiareńkę :) Taki nasz poznański Bonaparte (dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy...) i Don Kichot w jednej osobie.

I na koniec dwie recepty Krystyny Feldman na dobrze spełnione życie i na każdy kolejny dzień:

"Czasem człowiek rano wstaje "lewą nogą", a wtedy przeżegnać się wystarczy, albo powiedzieć: Boże, ja Ci oddaję cały ten dzień, prowadź mnie."

"Na pewno modlitwa jest niesłychaną siłą, bo jest rozmową z Bogiem. To nawet nie musi być rozmowa. Nic nie mówić, nic nie mówić, wpatrzeć się w krzyż, wyciszyć się i słuchać. Dać mówić Bogu."


                   Słowa Krystyny Feldman pochodzą z tej książki


czwartek, 14 stycznia 2010

Ukryte pragnienia

złodziej nie wywiózł Moneta za granicę, ani nie sprzedał. "Plaża w Pourville" przeleżała 9 lat w specjalnie zbudowanej skrytce, w domu jego rodziców. Robert Z., technik budownictwa, wiele lat temu zakochał się w dziełach impresjonisty, gdy zwiedzał europejskie muzea. Obraz ukradł, by czasami wyjąć zza szafy i ponapawać się w samotności jego widokiem.

źródło

Włamuje się do domów, śpi z ofiarą i ucieka


Policja okręgu Kolumbia, w USA, szuka mężczyzny, który napada na śpiące kobiety. Włamuje się on do domów i spędza noc obok ofiary, w jej łóżku. Nazajutrz, kiedy kobieta się budzi i z przerażeniem stwierdza, że śpi koło niej obcy mężczyzna, ten natychmiast ucieka – podaje portal newsru.com.
W ciągu ostatnich dwóch lat, ponad dziesięć kobiet, zgłosiło podobne incydenty, ze strony "Gorgetown cuddler" (przytulacza z Georgetown).
Ostatni taki incydent miał miejsce w sierpniu 2009 roku. Studentka z Uniwersytetu w Georgetown twierdzi, że położyła się do łóżka sama, a obudziła się u boku nieznajomego mężczyzny.


źródło

Pleć sieci do łowienia ryb, pisz książki, aby z jednej strony ręka przyrządzała pokarmy, a z drugiej dusza nasycała się czytaniem. "W pożądliwościach jest wszelki próżnujący".
                                     
                     święty Hieronim List do mnicha Rustyka

środa, 13 stycznia 2010

Strach

niby już wszystko można, ale ten strach do krwi i kości wszedł

- starsza Polka o jasnej twarzy dziecka nad grobami zamordowanych przez NKWD Polaków na Wileńszczyźnie (dokument telewizyjny o sowieckim obozie na Litwie).

Historia chłopaka z Sudzieniszek - niespełna osiemnastoletniego Zbigniewa Żukowskiego. Aresztowany przez Sowietów, torturowany i w końcu zabity. Wrzucony do jamy. Po miesiącu odnaleziony przez rodzinę. NKWD nie pozwalało go pochować. Żołdacy rozbili trumnę. Wśród oprawców był Polak Stefanowicz, syn zabitego przez partyzantów komunisty, szczególnie okrutny i bezwzględny.

W programie wzięli udział harcerze słynnej wileńskiej Czarnej Trzynastki. Szesnastoletni chłopcy. Dojrzałe twarze, bardzo męscy, jakbym widział zmartwychwstałe pokolenie Filaretów. Poznałem kiedyś harcerza z Wilna na granicy litewsko-łotewskiej w Turmantas (Turmonty). Taki sam jak ci z telewizji. Mądrość i czystość. I kobietę o identycznej twarzy - pełnej godności i skromności, spotkałem raz w Wilnie. Zbierała butelki w parku. Kiedy kolega chciał jej ofiarować kilka litów, bardzo zawstydzona nie chciała przyjąć. Wyjaśniła, że przyjeżdża do Wilna z Solecznik zbierać butelki, bo marna emerytura nie wystarcza na przetrwanie. Bardzo częste u Polaków z Kresów – mimo skrajnej biedy poczucie godności i skromność. Szlachetność też.

Kolega, który jest poetą, zachował w wierszu to spotkanie w parku.


                  Słowik litewski

                                    I serca wierne, małe i zwyczajne
                                             Kazimiera Iłłakowiczówna

Za białą katedrą, pod wieżą Giedymina
nad parkiem czarne krążyły krzyki.
Gdy w gałęziach gasło światło zwęglone
wirując spadały piórka cienia.

Pomiędzy rozbryzgami głosów i słońca
wypatrując pustych butelek bezradne
błądziło serce.

Wtem spotkały się nasze oczy:
Synku - usłyszałem uśmiechnięty
śpiew z polskiego słownika -

Matko, czemu w Ostrej nie świecisz Bramie -
chciałem szepnąć -

i tylko cztery podałem
lity.


Tadeusz Żukowski

Orzech

nawet najbardziej pusty orzech pragnie, aby go wyłuskano

                                         Fryderyk Nietzsche "Tako rzecze Zaratustra", s. 95




Bez tej miłości można żyć,
mieć serce puste jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić „dnieje”,
o blasku słońca nic nie mówić.


Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie

Wisława Szymborska "Gawęda o miłości ziemi ojczystej"